Czekaliśmy na niego ponad miesiąc i wreszcie „przyszedł” – pierwszy komputer osobisty IBM na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiowałam w Katedrze Informatyki, więc oczywiście to my mieliśmy zaszczyt go rozpakować. Emocje były ogromne. Staliśmy wokół niego jak neandertalczycy wokół ognia – nikt nie wiedział, jak go dotknąć, od czego zacząć, czy przypadkiem czegoś nie zepsujemy. Każdy z nas czuł, że uczestniczy w czymś ważnym, w początku nowego cyklu. Dziś, gdy noszę w kieszeni smartfon o możliwościach nieporównywalnych z tamtym „pudłem”, często wracam do tamtej sceny.
Wiosna, która nie nazywa się zmianą
Są okresy, w których zmiany przychodzą łatwiej. Na przykład wiosna. Czekamy na nią, więc nawet nie nazywamy jej zmianą. Słowo „zmiana” wciąż ma złą prasę – nasz wewnętrzny system operacyjny jest zaprogramowany na przetrwanie, nie na ciekawość. Gdy tylko słyszy „zmiana”, natychmiast podsuwa wizje nieszczęść. Dlatego przyjście wiosny to „radosne oczekiwanie na krokusy”, a zmiana podstaw programowych to… „zmiana”. To nie złe nastawienie. To biologia. Wszyscy mamy prawo czuć lęk przed nowym.
Aktualizacja zamiast rewolucji
Od lat oszukuję ten mechanizm unikania, zamieniając słowo „zmiana” na „aktualizacja”. „Aktualizacja” nie brzmi jak rewolucja. Brzmi jak poprawa o milimetr. Jak dogonienie świata, który i tak idzie dalej. Aktualizacja otwiera w nas stan oczekiwania – a oczekiwanie i ciekawość to najbardziej zasobne stany świadomości. To w nich rodzi się gotowość.
Zdolność do zaczynania od nowa
W świecie, w którym zawody znikają, a tempo życia rośnie, najważniejszą kompetencją staje się zdolność do zaczynania od nowa. Nie tylko dla uczniów. Dla nas, dorosłych, również. To umiejętność wejścia w nowy cykl bez poczucia straty. Powiedzenia: „Nie wiem jeszcze, ale mogę się nauczyć”. To nie jest nasz pierwszy „marzec”, który musimy przetrwać. Nasze doświadczenie to nie bagaż, który nas spowalnia, tylko solidny fundament, na którym budujemy każdą kolejną zmianę. To umiejętność bycia jak wiosna – świeżym początkiem, nawet jeśli ma się za sobą wiele sezonów.
Edukacja też ma swoje cykle
Podstawy programowe również mają swój cykl: powstają, dojrzewają, starzeją się i wymagają odnowienia. To nic niezwykłego – tak działa przyroda. Problem pojawia się wtedy, gdy próbujemy zatrzymać cykl w miejscu, bo „tak jest wygodniej”. A przecież świat codziennie zaczyna od nowa: nowy wschód, nowa wiosna, nowe pokolenia motyli. Jak zmieniłoby się nasze życie, gdybyśmy pozwolili sobie na to samo?
Rola doradców metodycznych – wspólnota i misja
Naturalne jest to, że świat się aktualizuje. Jednak trudno nam przyjąć, że my również powinniśmy. Dlatego tak ważna jest rola społeczności doradców metodycznych – ludzi, którzy potrafią nazwać lęk, oswoić go i pokazać, że opór jest normalny. Wspólnota sprawia, że nie musimy przez tę aktualizację przechodzić sami. Doradcy są dla siebie nawzajem siecią wsparcia, a wymiana naszych doświadczeń to najlepsza „baza danych”, z której wszyscy możemy czerpać.
Doradcy mogą być przewodnikami, pomagając nauczycielom zobaczyć, że zaczynanie od nowa nie jest porażką, lecz kompetencją. Że nie trzeba czekać, aż „system sam się zaktualizuje”, aż coś się zawali, aż nie będzie wyjścia. Można zacząć wcześniej. Małymi krokami. Jedną rozmową. Jednym eksperymentem. Jedną nową praktyką, która poprawi codzienność choćby o milimetr. Robimy to przecież dla uczniów, którzy czekają na te „nowe kolory wiosny” w szkole. Każda nasza mała aktualizacja ostatecznie przekłada się na błysk w oku dziecka, które poczuje, że szkoła nadąża za jego światem.
Zmiana jako okazja
Na początku zmiany zawsze jest opór. Choć pamiętamy Nokię 3110, to dziś nikt już nie wyobraża sobie życia bez smartfona, rezerwacji online czy blika.
Zmiana podstaw programowych może stać się okazją, aby odświeżyć metody i wzmocnić hart ducha. To moment wyboru: czy będziemy bronić starego świata, czy z ciekawością wejdziemy w nowy? Po drugiej stronie niepewności leżą nowe perspektywy.
Kiedy dziś myślę o tamtym pierwszym IBM‑ie, pamiętam nie strach, lecz błysk w oczach ludzi, którzy czuli, że zaczyna się coś ważnego. Ten sam błysk widzę dziś w edukacji. Wraca do mnie wtedy motto Hannibala: „Albo znajdziemy drogę, albo ją wytyczymy”.
Damy radę, bo nie musimy od razu budować autostrady. Dziś wystarczy, że wytyczymy ścieżkę dla jednej osoby, a jutro pójdziemy nią razem. Tę aktualizację zróbmy bezpiecznie, świadomie i wspólnie.
Zapraszamy do dołączenia do naszej społeczności doradców metodycznych i nauczycieli konsultantów. Uczymy, jak porzucić opór na rzecz ciekawości, która otwiera drzwi do nowoczesnych perspektyw rozwoju. Przecież ostatecznym celem naszych działań jest stworzenie szkoły, która dzięki małym, świadomym krokom staje się inspirującym środowiskiem dla uczniów.
Beata Michalska, ekspertka ORE
#FunduszeUE
