„Kiedyś to były zimy” – powiedziała pani Irenka, patrząc na mnie znad kubka herbaty. Spojrzałam na termometr za oknem, który uparcie wskazywał minus czternaście stopni, i odpowiedziałam: „No, tej zimie chyba też niczego nie brakuje”. Ale pani Irenka tylko machnęła ręką: „E tam, szkoda dzieciaki na pole wyprowadzać. Kiedyś to się jeździło na sankach, bałwany się lepiło… A teraz? Co to za ferie?”.
I wtedy pomyślałam: a może ona ma rację? Może rzeczywiście kiedyś to były zimy? Jak to prawdziwy matematyk, zamiast polegać na wrażeniu, poszperałam w statystykach. I… W styczniu 1925 roku w Krakowie odnotowano… plus szesnaście stopni.
Jak działa pamięć?
To świetnie pokazuje, jak działa pamięć. Do naszych zmysłów codziennie docierają miliony bodźców. To oczywiste, że umysł nie zapisuje ich wszystkich – ba, nawet nie wszystkie świadomie zauważa. Pamiętamy nie to, co było, tylko to, co wydaje się ważne, co jest doprawione emocjami, co pasuje do naszej opowieści o świecie. A każde zdarzenie, w którym uczestniczy kilka osób, przez każdą z nich zostanie zapamiętane inaczej.
Niedawno moja przyjaciółka odkryła pudełko ze starymi zdjęciami. I ku mojemu absolutnemu zdumieniu okazało się, że byłam zimą nad Morskim Okiem. Dałabym sobie rękę uciąć, że zimą nigdy tam nie poszłam. A jednak – bez wątpienia, choć młodsza, to byłam ja na tym zdjęciu.
Kiedy zaczęłam zagłębiać się w badania, szybko okazało się, że to nie ja mam „coś nie tak” z pamięcią, tylko tak działa ludzki mózg. Klasyczny eksperyment Loftus i Palmera z 1974 roku pokazał, że wystarczy jedno słowo, aby świadkowie wypadku samochodowego inaczej ocenili prędkość pojazdu. Jednej grupie powiedziano, że auta „się zderzyły”, a drugiej – że „roztrzaskały”. Tydzień później druga grupa „pamiętała” rozbite szkło, którego w ogóle nie było.
Pamięć nie jest nagraniem wideo. Jest rekonstrukcją. Za każdym razem, gdy coś wspominamy, to otwieramy plik, edytujemy go i zapisujemy na nowo. Nic dziwnego, że z czasem wspomnienia zmieniają się, dopasowują do naszych przekonań, emocji, oczekiwań. Mózg korzysta ze skrótów, schematów, filtrów, ponieważ inaczej by zwariował.
Pamięć w edukacji
I tu zaczyna się robić naprawdę ciekawie, ponieważ te same mechanizmy działają nie tylko w życiu codziennym, ale też w edukacji, w ocenianiu, w doradztwie.
W pracy nauczyciela czy doradcy pamięć odgrywa ogromną rolę, często większą, niż chcielibyśmy przyznać. Przecież w tych profesjach liczy się obiektywizm. Jednak efekt halo sprawia, że „grzeczny Kamilek” dostaje łagodniejszą interpretację błędów, a „trudny Natan” musi udowodnić dwa razy więcej, aby dostać tę samą ocenę. Pierwsze wrażenie potrafi przykleić się na lata. Oczekiwania nauczyciela – jak w badaniach Rosenthala i Jacobson – potrafią realnie zmieniać wyniki uczniów.
A przecież jesteśmy przekonani, że oceniamy adekwatnie. Że pamiętamy fakty. Że „wiemy, jak było”.
Tymczasem badania nad ocenianiem anonimowym pokazują coś zupełnie innego: ocena tych samych prac bez znajomości autora wypada bardziej sprawiedliwie. To nie przypadek, to dowód na to, jak bardzo pamięć, reputacja i schematy wpływają na nasze decyzje. Publikacja Instytutu Badań Edukacyjnych „Efekt egzaminatora” (2015) pokazuje, jak indywidualne cechy oceniającego – jego doświadczenia, przekonania, pamięć, a nawet nastrój – wpływają na ocenę tej samej pracy. Badacze IBE wykazali, że różnice między egzaminatorami bywają większe niż różnice między samymi uczniami. Zauważono też ciekawy „efekt miłosierdzia” – egzaminatorzy, gdy widzieli, że uczniowi brakuje naprawdę niewiele do uzyskania zaliczenia, podświadomie naciągali ocenę o te brakujące dwa, trzy punkty.
I jeszcze jeden smaczek: to samo dzieje się, gdy oceniamy… samych siebie.
Własne wspomnienia też są rekonstrukcją. Jeśli wierzę, że „zawsze coś psuję”, mózg chętnie podsunie mi przykłady potwierdzające tę tezę. Jeśli uważam, że „jestem świetna w organizacji”, równie chętnie znajdzie dowody na poparcie tej tezy. To wewnętrzny efekt halo, efekt Pigmaliona i efekt nastawienia w jednym.
Dlatego doradca, który pracuje z nauczycielami, musi być świadomy nie tylko ich schematów, ale też własnych. Inaczej łatwo wpaść w pułapkę: „ta szkoła jest trudna”, „ta rada jest oporna”, „ten nauczyciel i tak nic nie zmieni”. A to przecież też tylko opowieści, które mózg dopasowuje do wcześniejszych doświadczeń.
Czy „ocena” równa się „osąd”?
W tym miejscu chcę zatrzymać się na chwilę przy jeszcze jednym wątku szczególnie istotnym dla doradców metodycznych. W ostatnich latach często mówi się: „Nie oceniajmy”. I o ile intencja jest dobra, o tyle kryje się tu pułapka. W języku polskim słowo „ocena” ma szerokie znaczenie. To nie tylko osąd, ale także analiza, opis, wniosek, interpretacja faktów.
Jeśli wyrzucimy „ocenę” z naszego słownika, możemy wylać dziecko z kąpielą. Ponieważ dobra diagnoza, choć powinna być wolna od osądu, zawiera element oceny; powinna opierać na faktach, nie na wspomnieniach, nie na schematach, nie na reputacji. Doradca, który boi się słowa „ocena”, może stracić narzędzie, które jest mu niezbędne do rzetelnej pracy. Kluczem nie jest unikanie ocen, lecz świadomość, jak bardzo pamięć i przekonania mogą je zniekształcać.
A publikacje takie jak raport IBE z 2015 roku są tu niezwykle pomocne, ponieważ pokazują, że zniekształcenia oceniania nie są „błędem człowieka”, lecz naturalnym skutkiem działania ludzkiego mózgu. A skoro są naturalne, to można je rozpoznawać, ograniczać i uczyć się z nimi pracować.
Kiedyś to były zimy?
I tu wracamy do pani Irenki i jej zim sprzed lat. Każdy z nas nosi w sobie takie „kiedyś to było”. Każdy z nas upraszcza świat, aby łatwiej go ogarnąć. Każdy z nas dopowiada sobie brakujące puzzle.
Jednak jeśli pracujemy jako doradca, to powinniśmy się zatrzymywać i pytać: „Co naprawdę pamiętam? A co tylko wydaje mi się, że pamiętam?”.
Podsumowanie: czy Twoja pamięć to rzetelny świadek, czy raczej sprytny montażysta
Choć wierzymy w swój obiektywizm, badania dowodzą, że w edukacji częściej niż faktom ulegamy efektowi miłosierdzia i własnym schematom, które potrafią zniekształcić wynik, a nie oddają realnych umiejętności. Jako doradca codziennie ryzykujesz wpadnięcie w pułapkę opowieści o „opornej radzie pedagogicznej” czy „trudnej szkole” – historii, które Twój mózg tworzy, aby uprościć rzeczywistość. Czas przestać polegać na powidokach i zacząć rzetelnie diagnozować.
Prawdziwa praca doradcza nie opiera się na wspomnieniach, emocjach i schematach, tylko bierze pod lupę fakty, analizuje je i interpretuje z uważnością, aby docierać do sedna.
W naszym projekcie uczymy, jak oddzielić emocjonalne rekonstrukcje od twardych faktów. Właśnie w tym tygodniu w sieciach rozważamy, jak rozpoznać własne oceny i przekonania oraz ich wpływ na dostarczanie doradztwa.
Dołącz do nas. Właśnie rozpoczęliśmy rekrutację do kolejnych grup szkoleniowych.
Beata Michalska, ekspertka projektu
#FunduszeEU
